IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Poddasze

Go down 
AutorWiadomość
Ukraina
Ledwo co tknięta klawiatura
avatar

Liczba postów : 35
Join date : 21/11/2011
Skąd : Kijów

PisanieTemat: Poddasze    Czw Maj 24, 2012 3:37 am

(rozgrywka przeniesiona z gg tutaj. Nie będę rozbijać na posty)


Agelo zawsze kiedy zbierał siły lub po prostu chciał odpocząć siadał w oknie na strychu, słońce pięknie oświetlało jago skrzydła. Na strychu nie było brudno, Angelo miał tam swój kącik o którego czystość dbał sam. Wiedział ile sprzątaczki maja roboty z takim na przykład Francisem. Angelo siedział więc bokiem do drzwi wpatrzony w przestrzeń za oknem i nucił coś po włosku.


Katy, pewna, że strych jest pusty, a przede wszystkim brudny, wzięła wszystkie dostępne środki czystości, klucz do pomieszczenia i ustała się schodami na górę. Otworzyła drzwi, nucąc coś pod nosem, wciągnęła za sobą wózek ze swoim sprzętem i wzięła się za czyszczenie, powolutku, począwszy pod starcia podłogi, nie dostrzegła lokatora, gdyż siedział niczym posąg, nieruchomo.


Kiedy usłyszał klucz w zamku odwrócił głowę. Zaskoczony widokiem dziewczyny na strychu siedział wciąż nieruchomo. Jednak kiedy zaczęła sprzątać lekko się zirytował i postanowił pokazać jej ze jest tu i to jego miejsce - Witaj... - wymruczał niskim basem.


Odskoczyła przerażona, upuszczając na ziemię mop - Dobry Boże... ja.. ja upraszam o wybaczenie. Nie wiedziałam, że na strychu także mamy mieszkańców - skłoniła szybko głowę, nie dostrzegają nawet jak niezwykły jest mieszkaniec.


- Uhmm... - wydał z siebie nieartykułowany dźwięk i zeskoczył z okna robią lekki wiaterek skrzydłami, złożył je ciasno przy Ciele żeby jej nie wystraszyć - Spokojnie nie masz za co przepraszać... - podszedł do niej i złapał lekko za podbródek zmuszając żeby na niego spojrzała.


Para wielkich, błękitnych jak letnie niebo ocząt podniosła na niego swoje spojrzenie. Onieśmielona zarumieniła się głęboko. - Jeszcze raz przepraszam... ja powinnam najpierw zapukać. Proszę tylko nie mówić szefowej! Wyrzuci mnie... - spanikowana nawet nie usłyszała tego co mówił.


- Nic jej nie powiem naprawdę... - kciukiem uspokajająco pogłaskał ją po policzku. To był ten czas kiedy Angelo był dość zamknięty w sobie, po kilku chwilach samotnej melancholii, lekko zafurkotał skrzydłami kiedy głębiej spojrzał w jej oczy - ... mieszkam tu ot tak... szefowa wie o tym, nie musisz się bać. - uwolnił jej twarz spod dotyku dłoni i stał tak wysoki dobrze zbudowany, może ciut przytłaczający ze swoimi przenikającymi brązowymi jak czekolada oczami.


Usłyszała dźwięk z jakim ptaki wzbijają się do lotu. Zdziwiona uciekła na moment spojrzeniem, a gdy dostrzegła co owy dźwięk wydało, zamarła, zakrywając sobie usta dłońmi by nie krzyknąć. Cofnęła się o krok. Mężczyzna był naprawdę przystojny, ale te... skrzydła? Matko Boska. Nogi zrobiły się jej jak z waty. A nogi miała piękne i długie, prezentujące naprawdę dobrze spod kusego uniformu pokojówki, okraszone kabaretkami i wysokimi obcasami. Strój który miała do pracy tylko podkreślał jej kobiecą sylwetkę, nie wspominając już o dekolcie. Krótkie złote włosy okalały krągłą buzię z wielkimi oczami, osłoniętymi kurtyną czarnych rzęs. Stała taka przestraszona i wpatrywała się w niego, nie wiedząc jak się zachować.

- Och... znów Cie przestraszyłem... przepraszam... - skłonił głowę jak dworzanin przed królową. Wzorkiem błądząc po jej ciele, nie robił tego nachalnie, raczej bezwiednie. Lekko oczarowany tym jak intrygująco wyglądała w kuszącym stroju z twarzą niewinnego jagnięcia.- Jestem Angelo... - powiedział cicho głosem podobnym do niskich uderzeń pianina. Mocno przycisnął skrzydła do pleców. Podejrzewał ze gdyby zobaczyła je w całej okazałości uciekłaby - ... i jestem stróżem tego domu... tak jestem Aniołem... co prawda tylko w połowie, ale po Tausiu odziedziczyłem skrzydła. - Mówił tak powoli leniwie uspokajająco, jakby oswajał dzikiego liska.


Gdyby miała ogon, podkuliłaby go pod siebie, a uszy złożyłaby po sobie. Ale nie miała go, toteż jedynie oblała się szkarłatem, lekko nerwowo miętosząc rąbek sukienki. Dźwięk jego głosu przyprawiał ją o dreszcze, takie przyjemne, jak przy słuchaniu pięknego utworu.- Yekaterina - skinęła głową, a burza krótkich, złotych kosmyków, opadła jej na moment na oczy - Jestem pokojówką i zwykłym człowiekiem - uśmiechnęła się lekko, a głos wciąż jej delikatnie drżał, jak struny harfy po wydobyciu dźwięku, równie melodyjnego jak ton jej wypowiedzi, z uroczo przeciągniętymi samogłoskami, świadczącymi o pochodzeniu ze wschodnich krańców europy.

Uśmiechnął się jedną strona ust wystawiając równe zęby - Katy? - zapytał jednocześnie przeczesując dłonią swoje karmelowe fale. Ten ruch spowodował że mimowolnie lewe skrzydło wyprostowało się lekko zakręcając w jej stronę. Przypadkiem zupełnie nie celowo musną jej udo brązowo złotą lotką - Jesteś słowianką prawda? - zapytał wciąż górując nad nią i leciutko szeleszcząc skrzydłami, jakby chciał ułożyć równo piórka.

- Catherine, Caty... różnie na mnie wołają.. - uśmiechnęła się, a czując dotyk na udzie, zadrżała widocznie, przestępując z nogi na nogę - Duże... te skrzydła - rozchyliła w zachwycie pełne, malinowe wargi. I pewnie by tak stała, zawieszona w czasie i w zachwycie, gdyby nie kolejne pytanie - Tak... skąd wiesz?


- Masz ładny akcent...- każde słowo mówił dokładnie i wyraźnie pieczołowicie, tak jakby chciał jeszcze bardziej podkreślić ich ważność i słów głos - Może usiądziesz ze mną... - wskazał okno ruchem głowy. Miał nadzieję że Caty nie krepuje to że stoi przed nią w samych skórzanych spodniach, z bosymi stopami. Był w końcu u siebie, nie czuł się skrępowany nagim torsem czy ramionami. Każdy najmniejszy gest jaki wykonywał pobudzał grę idealnych mięśni ciała - Odpoczniesz chwilę, skoro i tak nie musisz tu sprzątać... - powiedział wyciągając dłoń do jej warg.


Wciąż rumiana, potarła policzek. Krępował ją widok jego umięśnionego ciała, męski głos i cała postać. Był taki... aż brakowało słów. Nie potrafiła jednak odmówić zaproszenia - Jeśli sobie tego życzysz, usiądę... - skinęła posłusznie główką - Czy... czy także powinnam zdjąć buty? - wskazała na jego bose stopy a następnie na swoje czarne szpilki z kokardkami


- Nie musisz skąd... ja po prostu lubię chodzić boso... - uśmiechną się trochę smutno i zapraszającym gestem poprowadził ją do wysokiego i szerokiego parapetu. Zastanawiał się czy zdoła się na niego wdrapać sama w tych szpilkach - Kojarzę Cię... cały czas obserwuję mieszkańców domu... - powiedział idąc za nią wprost do jej ucha.


Znowu po jej plecach przebiegł dreszcz. Stanęła przy wysokim parapecie, sięgał jej prawie do biustu. Oparła się o niego, nieświadomie wypinając tyłami do anioła. - Trochę jak taki prześladowca? - zaśmiała się cicho.


- Wole określenie opiekun... - zawtórował się wdzięcznym basem - hmmm...- spojrzał na jej tyłeczek który ledwo zasłaniał uniform i bez zastanowienia chwycił ją silnymi dłońmi w talii, obrócił zdecydowanie w swoja stronę. kiedy tak stała blisko na chwilę znieruchomiał patrząc na jej usta, po czym jakby podnosił piórko, usadził ją na parapecie.- Lekka jak puszek... - uśmiechnął się tym swoim smutnym uśmiechem.


Jeden z bucików, opadł na podłogę z cichym stukotem, które obiło się echem po pomieszczeniu. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Utonęła w jego oczach. Jedyne co była wstanie powiedzieć, to westchnąć. Wyglądał naprawdę... obłędnie - Dlaczego jesteś smutny? - poruszyła gołą stópką, odzianą jedynie w kabaretkę.


Schylił się po bucika i przyklękając wsunął go na jej stópkę - Smutny? Nie.. raczej zamyślony... miewam takie dni. Na ogół jak przystało na Anioła stróża jestem pogodnym stworzeniem. - znów się uśmiechną tym razem na widok jej rumieńca uśmiech dosięgnął oczu, powodując ze tęczówki nagle zaczęły mieć kolor gorącej płynnej czekolady - A Ty. Dlaczego się boisz? - wciąż klęczał i trzymał jej stópkę w dłoniach kciukiem gładząc zagłębienie przy kostce.


Westchnienie uciekło przez rozchylone wargi. Miękkie, błyszczące, kuszące. Źrenice rozszerzyły się, wypełniając czernią przejrzyste, błękitne jeziora. Pochyliła się lekko, by być bardziej na równi z nim. Głęboki dekolt ukazywał nazbyt wiele, ale jakoś zapomniała o tym. Tonęła w jego oczach, nie mogąc już się od nich uwolnić - Ja? Boję się, że ktoś mnie wykorzysta i porzuci... dlatego nie ufam...


- Och... - wciąż trzymał jej stópkę powoli odciągając, jakby ostatnimi resztkami woli palce od jej skóry - ... ale nie możesz bać się od razu jednego małego Aniołka? - uśmiechnął się rozbrajająco i usiadł obok niej - Więc... pozwolisz się poznać?


- A ty... nie jesteś taki jak wszyscy? - spytała niepewnie, wpatrując się we własne kolana, i miętosząc własną sukienkę na krańcu. Nieśmiałość jak na razie przesłaniała obraz namiętnej kochanki jaką w rzeczywistości była.


To, ze chciałbym Cię bliżej poznać nie oznacza że od razu mam ochotę zaciągnąć Cię do łóżka... prawdziwa namiętność to nie tylko ciało... ale i dusza... - dotknął ręką własnego serca, po czym drugą złapał jej dłoń i przyłożył w to samo miejsce gdzie przed chwila spoczywała jego ręka. - Caty. Chciałbym po prostu miło spędzić z Tobą czas skoro już tu zabłądziłaś... - uśmiechnął się lekko.


- Każdy od tego zaczynał, a potem kończyło się tak samo... - Westchnęła. Zaciskając dłoń na jego sercu. Jej własne serce biło bardzo szybko. Nie wiedzieć czemu. - Chociaż nie mogę powiedzieć, że nie brak mi miłości fizycznej i ciepła drugiej osoby. Im bardziej staram się od tego uciekać, tym bardziej za tym tęsknie...


- Ale to normalne... - puścił jej dłoń tak, że mogła ją zabrać jeżeli by zechciała - Ja jestem typem opiekuna, a od momentu kiedy tu weszłaś wiem, ze Tobie zwłaszcza chciałbym pomóc. wydawałaś się tak przerażona, ze bałem się iż za chwilę zemdlejesz, albo uciekniesz na widok skrzydeł... -patrzył na nią spokojnie spod karmelowych loków wodząc oczami po jej wargach, ani razu nie zatrzymał wzroku dłużnej na wydatnym biuście czy ponętnych nogach. Tak miała piękne usta.


- Więc... uratuj mnie proszę - szepnęła nie wiedząc co do końca ma na myśli przez własne słowa. Czuła jego spojrzenie. Nieświadomie oblizała wargi. Jego widok sprawiał że nie potrafiła zapanować nad odruchami. Była jak spłoszone zwierzę, gotowe rzucić się do ucieczki.


Ten jeden gest zniweczył jego plany... to nie była miłość od pierwszego wejrzenia raczej... płomień żądzy. Wcześniej wolał kobiety pewne siebie... a ona, krucha malutka i oszałamiająco piękna, subtelna i bezbronna -Jeśli zechcesz... choć jesteś tak piękna że nie wiem jak długo zdołam wytrzymać nie płosząc Cię... - uśmiechnął się zmieniając pozycję, siedział teraz oparty o framugę okna, z jedną nogą zgiętą w kolanie. Oparcie spowodowało, że skrzydła rozpostarły się lekko ku dołowi, jedno błyszczało za oknem w promieniach leniwego słońca, drugie mrocznie skrywał cień strychu, podobnie twarz.- Sądzę że możemy sobie pomóc... ja Tobie dam oparcie, Ty mi odrobinę ukojenia w twojej subtelności i spokoju błękitnych oczu. -Powiedział wciaż patrząc na jej usta


- Pomogę, o ile dam radę. Widzisz, nic mi nie wychodzi... - kurtyna rzęs na moment opadła i uniosła zaraz się. Błękit pozostawał ten sam. Wciąż trzeźwy i przejrzysty, niezależnie od tego, ile wypiła. Wpatrywała się w mężczyznę... anioła naprzeciw niej. Był tajemniczy, jego tajemnica napawała Katy lękiem, ale nie takim, jak pająki, czy wysokości, dla większości ludzi. To był strach przed nieznanym. Tak jak z większości ludzi, uczucia potrafiła czytać z twarzy, z oczu, tak u niego, gubiła się na linii spojrzenia, błądząc w nim, niczym dziecko we mgle. Jej klatka piersiowa wciąż unosiła się w jednym rytmie. Była pozornie spokojna. Zbyt spokojna. Przytłoczona majestatem istoty nadprzyrodzonej.? Wygładziła dłońmi zadarte falbany sukienki, nie wiedząc co ma powiedzieć


- Nic? Nie wierzę... - lekko pochylił się w jej stronę szeleszcząc skrzydłami. Jedno z nich zawinęło się, opierając koniuszek na jej podbródku - Doprawdy nie wierzę... - lotka skrzydła lekko muskała jej skórę


Zmrużyła oczy, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz. O dziwo przyjemny dreszcz. Wyprostowała się. Był tak blisko, że czuła jego oddech na swoich wargach. Miała wrażenie że są takie suche i spierzchnięte. Pośpiesznie oblizała je koniuszkiem języka, zdając sobie z opóźnieniem sprawę z tego, że bezczelnie wpatruje się w jego wargi. Uciekła spojrzeniem na powierzchnię skrzydeł. Łaskotały ją w szyję. Ah szyja, przeklęta szyja, tak czuła na dotyk...


- Wybacz... - zobaczyła co się z nią dzieje i postanowił przestać, nie tego chciał, nie chciał zaciągnąć jej do łóżka chyba, ze byłą to jej decyzja, sama by ja podjęła nie pod presją...


- Nic się nie stało - odrzekła spokojnie. To nie tak, że była spłoszoną dziewicą... - naprawdę nic się nie stało...- hipnotyzował ją, przyciągał jak magnez. Wprawiał w dziwny stan. Czy to zwykły zwierzęcy pociąg, czy nadzieja?


- Dlaczego uważasz, że nic Ci nie wychodzi? - zapytał poważnie, chcąc jak najdalej odsunąć myśli od jej ust, głosu i oczy. Przecież dopiero co ją zobaczył, poznał...


- Wszystko psuje...- odrzekła, nie wiedząc jak bardziej może mu to wyjaśnić. Przecież dopiero co go poznała...*


- Ummm wszystko czyli co? - dociekał... nie poddając się... choć myślał głównie o swoich wargach na jej szyi i ustach. - Miotłę? Rozbijasz wazony? Ranisz ludzi? powiedz...


- Jestem niezdarna i... za mocno kocham... - wyszeptała, jakby obnażała się z największego sekretu. Wpatrywała się w jego ramiona. Jak bezpieczna czuła by się w ich uścisku...?


- Za mocno kochasz...? Wiele osób Pragnęło By mieć kogoś kto za mocno kocha... tak wielu ludzi nie wie czym jest miłość tylko o niej marzą... ale ni potrafią jej docenić kiedy nagle pojawiają się obok... - spojrzał jeszcze raz na jej wargi - uh... mnie nikt nigdy nie kochał... wygnaniec... odmieniec... ni człowiek ni Anioł... ech...


- Cóż jak dotąd trafiałam na takich, którym moje uczucie zawadzało. - zebrała włosy za ucho - Naprawdę nikt cie nigdy nie kochał? - dwa jeziora znowu skupiły wzrok na jego oczach. - chociaż w sumie... ja także nie byłam darzona szczerą miłością. Zawsze byłam tą 2, 5, 10 osobą, której wmawiano, że jest jedyna. - nieśmiało pogładziła go po głowie - nie martw się, końcu ktoś cie szczerze pokocha - uśmiechnęła się pięknie.


Przymilił policzek do jej dłoni, jakby chciał powiedzieć "nie zostawiaj mnie" - Do tej pory liczył się seks... kobiety kochały mój wygląd nie mnie... uhmmm... - przymknął oczy w niemej ekstazie pod jej dotykiem.


- Więc wiesz co czuje. - westchnęła, wciąż lekko głaszcząc, ośmielona bardziej ku niemu. W tym momencie wydał jej się zagubionym dzieckiem we mgle. Chciała mu pomóc.


- Czujesz sie czasami tak, ze sama nie wiesz gdzie jest Twoje miejsce? - powiedział wciąż zaciskając powieki, wciąż sycąc się jej dotykiem, Jednak nie wykonał żadnego ruchu w jej stronę, nie chciał jej spłoszyć, bał się że to ostatni jej dotyk. Nachylił się tylko tak, ze skrzydła odrzucił do tyłu i trwał przyciśnięty do jej reki.


Szemrała lekko dłonią w jego włosach. Były miękkie i miłe w dotyku. Czuła się jakby głaskała zwierzę, dzikie, aczkolwiek udomowione. Ciekawość zaczęła szeptać jej do ucha czule słowa. Za jej głosem, zsunęła dłoń i podrapała lekko anioła po grzbiecie skrzydła, tak niezwykłego jak on sam. Nieśmiało, wciąż nieśmiało. - Na świecie nie mam swojego miejsca... tułam się bez celu. Jakbym się zgubiła...


- Więc oboje jesteśmy w podobnej sytuacji... - jak dobrze mu było wiedział tylko on, tak niewinna pieszczota dawała mu więcej radości, spokoju i szczęścia niż seks ze wszystkimi pięknościami świata... kiedy dotknęła skrzydła lekko je cofnął, jednak szybko opamiętał się i delikatnie skierował je bliżej jej rąk, pragnął tego dotyku. - masz niesamowite dłonie... - wyszeptał unosząc swoje czekoladowe tęczówki na jej twarz. skrzydło lekko drżało pod jej dotykiem, powoli przyzwyczajając się do nowego rodzaju dotyku.


- Przypominasz mi ptaka - rzekła cicho, głosem zbliżonym do cichego brzmienia harfy bądź lutni, równie podobnym do melodii. - Kiedyś opiekowałam się ptakami przenoszącymi wiadomości, były tak silne i delikatne za razem... - puch przyjemnie łaskotał w palce gdy delikatnie przeczesywała okrycie skrzydeł. Cały czas uważała, bojąc się, że zrani tę niezwykłą istotę. Chociaż, nie wyglądał na takiego, co by sobie nie radził w życiu. - Czy to cię boli?


-Nie... to uspokaja i koi...- ufnie wtulił twarz w jej szyję. Nic więcej. położył skrzydło na jej udzie i trwał tak.- pod piórami są mięśnie tak jak pod skórą...


Człowiek zraniony nie ufa. Nie potrafi zaufać przez długi czas, ale gdy w końcu spotka kogoś, to prawdopodobnie odda się bez reszty.Tak jak ona teraz. Słuchając jego miarowego oddechu i cichego szmeru przesuwanych piór. Czy to taki grzech chcieć być po prostu kochaną? Jeśli tak, to wybacz jej Panie Boże, bo zgrzeszyła myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Uśpione serce obudziło się i zaczęło powoli bić w znanym rytmie. Nie, to jeszcze nie to, to jeszcze nie walc, ani nie tango miłosne. To jak na razie cichy wstęp, lekkie preludium, prolog, dla tego co być może nadejdzie. Zaszło już słońce, praca się skończyła, a noc wciąż młoda. Ze słodkich ust uciekło westchnienie. Westchnienie zamyślenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://peach-8d.deviantart.com
 
Poddasze
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: I n n e . . . -
Skocz do: